wtorek, 8 marca 2011

Twoja twarz, ona nęka moje jedyne sny

Zapowiadał się fajny dzień, przynajmniej znośny. W szkole było fajnie, dostałyśmy od Babiaczka Kinder Country, więc miałam chwilowy przypływ szczęścia, jak to z czekoladą bywa. Chłopcy nasi kochani kupili nam słitaśne kwiatuszki i cukierki. A Widziu się wczuł i dał nam Grześki <3. Nie wiem, od kiedy to Widziu taki wielkoduszny, pewnie zakosił kasę Kalinki. Cóż. Na wf wczułyśmy się z Sarunią we wróżenie z dłoni i jestem wybrakowana, bo nie mam lini słońca na ręku. Z Marcelką tańczyłyśmy Willow i cała szyja mnie teraz napieprza. Ona wygrała -.-. Na Niemcu Jacol padł przed K. na kolana z ptasim mleczkiem (Tak, już wiemy, co ona lubi najbardziej) i kwiatuszkiem. Marcelki kwiatek w tym czasie został niepełnospranym, którego chce wysłać na paraolimpiadę, matematykiem, gdyż pokazywał swój kąt prosty i coś tam jeszce było z odpadaniem, ale to już mniejsza. Potem miałam fotograficzne na których przymulałam. Jakoś tak nie lubię uczyć się czegoś, co lubię na codzień, bo to się zaczyna robić nie przyjemne. Dotego forever będę bezszablonowa i już nic nie sprowadzi mnie na dobrą drogę. Rzecz jasna w domu jest chujowo. Mój braciszek nie jest na tyle inteligentny, żeby trafić do kwiaciarni po kwiatek dla mamy, na który musiała mu dawać Natala. Toż to on nie wie gdzie jest kwiaciarnia! Szkoda tylko, że mamy ich tu w chuj. No. Nienawidzę tego domu i nie mogę się doczekać aż się wyprowadzę. Chyba, że nie dotrwam, bo już dziś miałam lekko chore myśli. Staram się nie tykać leków. Będzie dobrze. Albo ucieknę z domu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz