piątek, 4 marca 2011

Mogłabym pokroić cię na kawałeczki, ale moje serce jest złamane.

Dziś jedynie pięć lekcji, więc jestem szczęśliwa. Całkiem fajnie w szkole. Zabawnie. Na chemii przepisywałam szatańskie teksty pani Marii z zeszytu Kasi, gdy nagle panią Marie zainteresowało cóż takiego tam piszę. Gdyby odkryła, że zapisujemy wszystko, co mówi zapewne naprawdę przerobiłaby nas na obiecany pasztet. Tak więc gdy się zorientowała jedyne co potrafiłam powiedzieć to było bezsensowne "Kasia, gińńń!" O tak. Jestem bardzo inteligentna. Potem był kochany przez całą naszą szkołę Deutch. Co dziwne, było dość luźno i śmiesznie. Pani odpytując Huberta kazała mu powiedzieć "rozbierz się od pasa w górę", a ja myślałam, że ma się rozbierać naprawdę i nawet się napaliłam xd. Potem Kamil coś z tyłu ujeżdżał, a Olka postanowiła wyjechać do Hiszpanii. Wera doszła do wniosku, że 2: 4 równa się 2, a ja, że będę mówić po Bawarsku. Tak, ta lekcja była bez sensu. Na Engliszu śpiewaliśmy jakąś przesłodzoną piosenkę xd. A Gdy wróciłam do domu miałam big bulwersa, bo nienawidzę poprostu mojej siostry. Tak mnie wkurwia, gdy codziennie za nią sprzątam, bo ona teoretycznie nie ma czasu. No okej. Ale dziś nie była w szkole, bo jej się nie chciało, a wróciwszy ujrzałam większy syf niż był rano. Grrr. Gdybym miała własny pokój miałabym cudowny porządek. Jeszcze tylko 3/4 lata do osiemnastki. A potem żegnam. Lalala. Dobra, czas na Pabla! Mrr. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz